środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział 16

  COSIK był w cosikowym niebie. Udało mu się odrobinę pomóc w powstaniu wspaniałej, kochającej się pary. Według niego Michaś i Grizzli idealnie do siebie pasowali. Stworzą rodzinę o jakiej marzy każde dziecko, bo przecież wszyscy kiedyś zaczynają pragnąć swojego maleństwa. Prawda? Będzie tata i mama. Ee…? No niezupełnie! Tata i tata? Hm… Tata i mamuś? Tu COSIK zupełnie się zaplątał, bo nie wiedział jak nazwać tą drugą osobę w męsko-męskim związku. Miał głuptas swoje własne plany i wizje przyszłości. Trochę mu w nich bruździli rodzice chłopaków i tym postanowił się zająć w pierwszej kolejności. Przy najbliższej okazji musi im dostarczyć jakiego zajęcia, najlepiej takiego na dłuższy czas.
- Miiichaś! – wrzasnął do chłopaka, który właśnie otwierał jedno, bardzo zaspane oko.
- Czego się drzesz paskudzie, ludzie śpią! – burknął.
- Jaki nieuprzejmy – pisnął rozbawiony COSIK – ciekawe co powiesz jak zasiądziesz do śniadania.
- Nie mam pojęcia co cię tak cieszy. Gadaj czego chcesz i daj pospać – wtulił się w ramię Garysia. Był taki cieplutki i pachniał smakowicie. Aromat sosu czekoladowego nadal się nie ulotnił. Przylgnął do boku mężczyzny i otarł się o niego jak mały, spragniony pieszczot kocurek.
- Nie będę ci przeszkadzać. Chciałem tylko powiedzieć, że powinieneś przeprosić teściową. Lepiej by było, żebyś nie zrobił sobie w niej wroga – dodał cwany stworek, który miał swój interes w tej wizycie. Wszyscy będą szczęśliwi, a on dostanie to czego pragnie. Przecież nie ma w tym nic złego, tyle, że myślał standardami COSIKOWYMI nie ludzkimi, ale to już mu nie przyszło do łaciatej główki.
- Dobra, pomyślę nad tym – ziewnął Michaś.
- To pa – doszedł do wniosku, że lepiej się ewakuuje zanim coś palnie.
- Zaczekaj draniu! O co chodziło z tym śniadaniem? – zapytał nieco zaniepokojony chłopak. Szkodnik wyraźnie znowu coś kombinował. Nie chciał się obudzić następnego dnia jako siedmioogonowy lis, albo jakieś równie dziwne stworzenie.
- Tak mi się wypsło – zachichotał mały łobuz i przestał się odzywać. Chłopak widząc, że się nie doczeka odpowiedzi przymknął ponownie oczy. Był ciekaw, co powiedziałaby pani Milena, jakby zobaczyła, że rozmawia ze swoim żołądkiem. Położył głowę na szerokiej piersi Gabrysia, niestety nie udało mu się zasnąć, bo różowy sutek tuż przed jego nosem wyglądał zbyt kusząco. Nawet nie wiedział kiedy zacisnął na nim usta.
- Skarbie, to nie jest dobry pomysł – duże dłonie Gryzlli powędrowały na jego nagie biodra i odciągnęły do tyłu, odrywając od deseru. – Może lepiej zróbmy śniadanko – zamruczał i pocałował go w szyję.
- Łaski bez – nadął się Michaś i wyrwał z jego objęć. – Skoro wolisz żarcie ode mnie, to proszę bardzo – wstał, przeciągnął się leniwie i poszedł kręcąc pośladkami na poszukiwanie swojej zaginionej w akcji bielizny. Biedny Gabryś, siedział na materacu z szeroko otwartymi oczami i dodajmy dla sprawiedliwości ustami, zafascynowany niecodziennym widokiem. Zbyt mocno się wychylił, zsunął z materaca i z hukiem grzmotnął na podłogę.
- Zrobisz jajecznicę rannemu? – zajęczał dramatycznie. – Uszkodziłem sobie kość ogonową – podniósł się, nałożył spodnie i kuśtykając ruszył do kuchni. – Już się ubrałeś? – rzucił rozczarowany na widok Michasia w jeansach i podkoszulku.
- A co? Myślałeś, że miotam się po kuchni ubrany w sam fartuszek? – zarumieniony Miki pokazał mu język i zajął się robieniem śniadania.
- Prawdę mówiąc taka wizja przeleciała mi przez głowę – wyszczerzył się do niego Gabryś. Chłopak nic się nie odezwał i udawał, że nie słyszał jego głupiej uwagi. Sam miał problemy z opanowaniem wyobraźni, która bezlitośnie posuwała mu obrazki z wczorajszego wieczoru. Po dziesięciu minutach postawił na stole dwa talerze z parującą jajecznicą na boczku. Usiadł naprzeciwko mężczyzny i …
- Aa…?! O cholera! – pisnął przeciągle i natychmiast wstał. Złapał się za pośladki, a jego twarz przypominała dojrzałego pomidora.
- Kochanie? – zapytał go domyślnie Grizlli. – Pomóc?
- Nigdy więcej nie nadziejesz mnie na ten rożen! – wskazał na jego krocze. - Od dzisiaj żadnego miziania i deserów! – warknął stanowczo i popatrzył groźnie na zaskoczonego mężczyznę. Posykując ruszył do łazienki z zawziętą miną. Nie zauważył, że Gabryś na paluszkach, co wyglądało nieco komicznie przy jego posturze, ruszył za nim. Objął go w pasie i przylgnął do pleców narzeczonego, a potem przycisnął go nieco do pralki, żeby mu się nie wymknął.
- Chyba musimy zrobić akcję pod kryptonimem ,,smar” – pocałował pachnący kark narzeczonego i klepnął go w pośladek.
- Puszczaj draniu! – zaczął się szarpać. – Co ty chcesz zrobić? – zapytał lekko wystraszony.
- Miki, zaufaj mi – mężczyzna odwrócił go twarzą do siebie. – Nie ma sensu, żebyś cierpiał. Mam maść, która pomoże ci natychmiast – zamruczał mu do ucha.
- Czekaj! Czy ty chcesz mi powiedzieć, że zaaplikujesz mi ją do… - Michaś wytrzeszczył na niego oczy, po czym zwinnie się wywinął i uciekł do kuchni. – Nie ma mowy! – Za żadne skarby nie pozwoli, żeby mu włożył palec w obolałą pupę. Na samą myśl o tym miał ochotę zapaść się pod ziemię ze wstydu.
- Skarbie nie bądź dzieckiem – zdeterminowany Gabryś próbował go dosięgnąć przez stół.
- Odczep się, ty smarojadzie! – pisnął Miki i uciekł poza zasięg jego rąk. Zaczęła się zażarta gonitwa, żaden z nich nie miał najmniejszego zamiaru ustąpić. Wrzaski i krzyki słychać było w całym akademiku.
***
   Seba na szczęście nie miał z dziewczynami zajęć, więc na wykładach nieco odetchnął, a na przerwach ukrywał się w męskiej ubikacji. Wolał im się nie pchać w ręce, nie wiadomo co by im jeszcze strzeliło do tych blond główek. Owszem był mężczyzną, ale jeszcze nikt nie wygrał z dwiema, dodajmy lekko wkurzonymi kobietami, naraz. Całkiem nieźle mu szło, aż lekcje się skończyły i trzeba było wrócić do domu. Przez ten czas chłopak obmyślił już sobie strategię. Ponieważ kończył nieco wcześniej, postanowił przebłagać te zawzięte lisiczki wystawnym obiadem. Zrobił listę zakupów i ruszył przez dziedziniec do bramy, niestety nie zdążył jej przekroczyć po obstąpiła go sporo gromadka rozchichotanych studentek.
- Sebulku słońce, może pójdziesz ze mną dzisiaj do klubu – rosła brunetka popychała go swoim wydatnym biustem.
- Może innym razem – wyszeptał, ale jego nieśmiały głos zatonął w szczebiocie plotkujących zawzięcie smarkul.
- Masz niezły tyłek! Ćwiczysz – jakaś ruda piękność bezczelnie obmacała jego pośladki.
- Muszę już iść – coraz bardziej zmieszany chłopak próbował się wyrwać z ich ciekawskich łapek, ale okazało się to bardzo trudne. Ich było ze  dwadzieścia, a on jeden. W domu go zawsze uczono, że kobiety należy szanować  i teraz nie miał pojęcia jak się z tego wyplątać.
- Czy to prawda, że masz największego penisa w kampusie? Ile ma centymetrów? - Mała szatynka wyciągnęła dłoń w kierunku jego krocza. Chłopak cofnął się gwałtownie, przestraszony, że zechce się przekonać osobiście, o prawdziwości krążących po uczelni plotek.
- Zabieraj tą parszywą łapę, bo ją stracisz! – warknęła ostrzegawczo Gerdi i szturchnęła nachalną podrywaczkę w bok.
- Wolisz staracić włosy- Ilona pociągnęła ofiarę za warkocz - czy fantazyjną bliznę na policzku? – podsunęła jej ostre jak sztylety tipsy pod nos.
- Aa…! Ratunku, psycholka! – zapiszczała cienko, a pozostałe napastniczki się cofnęły. Nie miały najmniejszego zamiaru pomóc koleżance, ale chętnie obserwowały z daleka rozwój wypadków. Gerdi ją unieruchomiła z sadystycznym uśmieszkiem chwytając w talii i przyciskając plecami do siebie.
- Możesz wyciąć nasze inicjały ku przestrodze – rzuciła chłodno.
- Takie gotyckie zawijasy? – zapytała Ilona, mierząc wzrokiem przerażoną coraz bardziej szatynkę . Przejechała pazurkiem po jej twarzy jakby kreśląc wzór.
- Och… - jęknęła cichutko, pobladła i osunęła się na trawę, ku uciesze gapiów.

- Nie ma z czego rżeć! – Gerdi powiodła ponurym wzrokiem po struchlałej gromadce. – Ten facet – tu położyła poufale rękę na ramieniu oniemiałego ze zdumienia Seby – należy do nas. Jeśli któraś ma inne zdanie, to zapraszamy do dyskusji – pomachała im na pożegnanie pięścią i pociągła chłopaka za sobą. Kiedy tylko wsiedli do samochodu dziewczyny, wszyscy troje wybuchnęli śmiechem.
- A widziałaś jej minę jak jej dotknęłam? – kwiczała Ilona.
- Nie wiem dlaczego nie spodobała im się moja pięść, jest ładna – Gerdi podsunęła jej pod nos swoją rękę.
- Nie powinniście tego robić, jakby was dziekan zobaczył… - zaczął rozsądnie Seba.
- Ty się lepiej nie odzywaj, uratowałyśmy cię mimo, że na to nie zasłużyłeś – Gerdi pociągła go za ucho z prawej, a Ilona z lewej. – Chyba będziesz musiał to jakoś odpokutować!
- Ale jak? – chłopak zaczerwienił się po uszy, bo właśnie sobie wyobraził jak ciężko pracuje, aby zamazać swoje winy, całując bez tchu dwa nagie wypięte w jego stronę tyłeczki. Miał wyjątkowo maślaną minę i nieprzytomne spojrzenie, całkowicie pogrążył się w upojnych marzeniach.
- Seba, ty zboku, o czym ty myślisz?! – Ilona zerknęła na jego krocze.
- Takie piękne, aksamitne i okrąglutkie jak brzoskwinki – wyrwało się niezbyt przytomnemu chłopakowi. – Muszę spróbować – ku zaskoczeniu dziewczyny ukąsił ją w odkryte ramię.
- Nie przejmuj się jest stuknięty – zachichotała Gerdi i zrobiła wymowne kółko na czole. – Zwykła kąpiel i kompletnie klepki mu się w mózgu rozmoczyły.
***
   Pogoń trwała, obaj zawodnicy zdyszani i spoceni, okrążyli już stół dziesiątki razy. Mierzyli się wzrokiem przez drewniany blat niczym zapaśnicy, przed następną rundą.
- Krasnoludku, odpuść, szkoda twojego ślicznego tyłeczka – prosił łagodnie zdyszany Gabryś.
- Odwal się, to okropnie piecze, a ty chcesz mi tam jeszcze coś wkładać - poskarżył się Michaś.
- Skarbie, właśnie dlatego, żeby przestało – tłumaczył mu cierpliwie mężczyzna.
- A nie będzie bolało? – chłopak zaczął się zastanawiać, czy jednak nie skorzystać z oferty. Za chwilę mieli iść na zajęcia, a potem może do pani Mileny.
- Będę naprawdę ostrożny, chodź… - zbliżał się powoli, by nie spłoszyć zawstydzonego głuptasa. Posłusznie poszedł za nim z główką spuszczona tak, by włosy zakrywały mu płonące policzki. . Kiedy weszli do łazienki, Grizlli wyciągnął z szafki tubkę z maścią. – Wypnij tyłeczek – stanął za chłopakiem i odpiął mu spodnie, spuścił je do kolan razem z bielizną. – Pochyl się mocno, złap się wanny.
- A…ale powoli – wyjąkał nieco wystraszony Michaś, ale ufnie spełnił polecenie. Taki zmieszany, zarumieniony i eksponujący  jego stronę krągłe półkule, wydał się mężczyźnie niesamowicie słodki i pociągający. Pogłaskał go po nich uspokajająco i na brał na palec sporo maści.
- Oddychaj głęboko, nie bój się – zaczął zagłębiać się w ciasnym otworku. Miki z początku się spiął, przygotowany na falę bólu, ale niczego takiego nie poczuł. Pieczenie ustąpiło, przyjemne ciepełko zaczęło rozchodzić się w jego wnętrzu, a sprytny kapitan , widząc, że jego kochanie zaczyna coraz szybciej oddychać, potarł prostatę. – Dobrze ci? – szepnął mu cicho do ucha. – Chcesz jeszcze? – sięgnął do przodu i zacisnął dłoń na szybko rosnącym penisie.
- G..Gabryś… – pisnął miękko chłopak i rozsunął szerzej uda. Nie umiał się oprzeć gorącej dłoni na swoim członku i temu aksamitnemu głosowi.
- Kto by pomyślał, że będziesz taki namiętny – zamruczał zadowolony Grizzli i zaczął go pieścić palcem od środka, raz po raz uderzając we wrażliwy splot nerwów.
- Już nie mogę – jęknął Michaś i zaczął poruszać biodrami, wychodząc mu naprzeciw. Czułe dłonie narzeczonego szybko sprawiły, że jego ciało stanęło w płomieniach.  Jeszcze tylko parę ruchów, pożądliwe usta na jego karku i wytrysnął daleko przed siebie, z głośnym okrzykiem ekstazy. Został natychmiast przytulony i trzymany w ramionach, aż minęły poorgazmowe dreszcze i mógł sam stanąć na własnych nogach. – Kocham cię, kocham – wyszeptał w szeroką, nagą pierś Gabrysia. – Twoje serce bije tak szybko.
- Ono bije tylko dla ciebie – mężczyzna pocałował czubek jego głowy.
***
   Późnym popołudniem po skończonych wykładach chłopcy udali się do pani Mileny. Kapitan wcześniej uprzedził matkę o ich wizycie. Michaś przekonał go, żeby poszli z gałązką oliwną, czyli ogromnym bukietem kwiatów. Nie chciał być powodem niesnasek rodzinnych i miał nadzieję, że przyszła teściowa go kiedyś zaakceptuje. Już od furtki poczuli zapach strogonowa, jednej z ulubionych potraw Gabrysia. Obaj zgodnie się oblizali i jak zaczarowani ruszyli prosto do kuchni.
- A wy gdzie? W tym domu posiłki spożywa się w jadalni – machnęła na nich ścierką kobieta.
- Chcieliśmy cię najpierw przeprosić – kapitan cmoknął ją w policzek, a Michaś podał kwiaty. Zaskoczona Milena, popatrzyła niedowierzająco na syna. – Ehh… nie rób takiej podejrzliwej miny, to jego pomysł… - wysunął przed siebie opierającego się krasnoludka.
- Niektórzy mają odrobinę empatii – uśmiechnęła się do chłopaka – nie to co tępogłowi macho – pstryknęła syna w czoło. – Siadajcie – wskazała na pięknie nakryty stół. Po chwili wróciła z wazą pełną smakowitego gulaszu. – Jedzcie, na deser będą gruszki w czekoladzie. Dziecko coś cię boli, że się tak wiercisz? – zapytała Miki, który jakoś nie mógł usadowić się na krześle. Natychmiast poczerwieniał i spuścił oczy.
- Jja… ja tylko… - zaczął się jąkać.
- Proszę – kobieta z uśmieszkiem podała mu małą poduszkę. – Te krzesła robią teraz strasznie niewygodne, nie to co kiedyś… - mrugnęła do niego, a nieszczęsny chłopak omal nie wpadł pod stół.

piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział 15

   Po wyjściu chłopców ich rodziców załamała powstała sytuacja, ponieważ oboje inaczej wyobrażali sobie przyszłość swoich jedynaków. Chociaż wcześniej ustalili, że spokojnie z nimi porozmawiają, to jednak puściły im nerwy i nic z tego nie wyszło. Teraz było im trochę wstyd, zasiedli więc przed resztkami ponczu, których nie udało się wypić Michasiowi. Godzinę wcześniej przenieśli się do salonu, ponieważ na zewnątrz komary rozpoczęły krwawą ucztę i doprowadzały ich do szału.
- Co my teraz zrobimy? – zapytał niepewnie pan Stefan. – Im bardziej będziemy im zabraniać, tym bardziej się zaprą, jak to młodzi.
- Może dajmy im czas, niech sobie poszaleją, dziecka przecież z tego nie będzie – pokiwała smętnie głową Milena i z mocnym drinkiem w dłoni usiadła na kanapie obok mężczyzny. – Oby tylko Miki był wierniejszy od ciebie!
- To przecież ty mnie zdradziłaś pierwsza! – zaperzył się Pokrzywka. – Widziałem jak wisisz temu Zbyszkowi na szyi, a dzień później chwalił się chłopakom szatni , że cię miał i to kilka razy!
- I ty uwierzyłeś temu kretynowi?! – Milena popatrzyła na niego zaskoczona.
- A co miałem robić? Nie odzywałaś się do mnie cały tydzień, potem widziałem jak się liżecie z tym osiłkiem na środku holu, więc myślałem, że masz mnie dość i zmieniłaś obiekt zainteresowań – wzruszył ramionami. – Strasznie mnie to zabolało. Nie miałem jednak zamiaru wpychać się na siłę, gdzie mnie nie chcą, mam swoją dumę.
- Zostawiłeś mnie z takiego błahego powodu i nawet nie próbowałeś ze mną porozmawiać?! Ale z ciebie był dupek! – kobieta pokręciła głową. – A to było zupełnie inaczej, niż sobie umyśliłeś w swoim durnym czerepie – postukała go palcem w czoło. Nachyliła się przy tym i mężczyzna w głębokim dekolcie sukienki  mógł zobaczyć ładne, jędrne piersi w eleganckim, kremowym staniku. Widok był aż nadto kuszący i zrobiło mu się gorąco.
- Więc jak to naprawdę było? – zapytał patrząc głęboko w jej błękitne oczy.
- Ignorowałeś mnie odkąd kupiłeś samochód, ten paskudny drań odebrał mi twoją uwagę. Zamiast zabrać mnie gdzieś w weekend, ty leżałeś pod nim całymi godzinami, przykręcając jakieś śrubeczki – zaczęła mu przypominać fakty sprzed wielu lat. – Byłam wściekła, dziewczyny chodziły do kina i na prywatki, a ja siedziałam w domu. Koleżanki mi doradziły, żebym wzbudziła w tobie zazdrość, to się opamiętasz. Stąd ta pokazówka ze Zbyszkiem, ale między nami nic nie zaszło, choć nie powiem , aby nie próbował i to bardzo nachalnie.
- A to cholerny cham! – zdenerwował się Stefan.
-  Potem zaczął rozpowiadać te brednie o szalonej nocy. Chciał się zemścić i tyle, a ty głupku zamiast zapytać mnie, uwierzyłeś we wszystko! – pociągnęła go mocno za ucho. Pachniał jakąś egzotyczną wodą kolońską, która miło połaskotała ją w nos. – Znikłeś na prawie  pół roku i wróciłeś z panienką, uwieszona u twojego boku jak bluszcz.
- Uwierzyłem, masz rację, byłem młody i durny – przytaknął jej mężczyzna. – Strasznie przeżyłem twoją domniemaną zdradę, bo kupiłem już pierścionek i chciałem ci się oświadczyć. Kochałem cię jak szalony. Zresztą mam go do dzisiaj. Wyjechałem na wymianę studencką, by zapomnieć o wszystkim i jakoś dojść do ładu z uczuciami. Tam poznałem Elę i zaprzyjaźniliśmy się, a kiedy wróciliśmy do Polski była już w ciąży. Niestety kilka miesięcy potem poroniła. Pobraliśmy się i z czasem ją pokochałem. Ale o tobie nigdy nie zapomniałem. Zobacz! – sięgnął do kieszeni i wyciągnął małe, aksamitne pudełeczko. – Noszę go przy sobie jak talizman – otworzył i jej oczom ukazał się, śliczny pierścionek z rubinowym serduszkiem.
- Stefan co ty… - zarumieniła się jak nastolatka. Zdawała sobie sprawę, że nadal nie był jej obojętny. Zawsze tkwił gdzieś tam, na samym dnie serca. Pierwszej,  gorącej miłości nie zapomina się tak łatwo, dlatego tak długo nie potrafiła mu wybaczyć tego co zrobił. Nadal wyglądał tak młodo i atrakcyjnie. Objęła wzrokiem jego smukłą sylwetkę. – Sporo w tym wszystkim mojej winy, narozrabiałam i powinnam bardziej nalegać na spotkanie z tobą. Ryczałam w poduszkę aż do twojego przyjazdu. Jak cię zobaczyłam z tą dziewczyną zrozumiałam, że to koniec i całkiem się załamałam. Przepraszam – szepnęła nieśmiało.
- Życie, ot co – pogładził jej policzek. Poziomkowy błyszczyk na jej ustach wyglądał tak kusząco. – Wybaczysz mi? – zapytał równie cicho. Skinęła jasnowłosą głową, a w pięknych oczach miała łzy. Pochylił się i delikatnie musnął jej wargi swoimi. Smakowały jeszcze lepiej niż to zapamiętał.
Ujął oniemiałą Milenę za rękę i włożył jej na palec pierścionek. – Weź, tak długo na ciebie czekał – uśmiechnął się do niej promiennie, a kobieta poczuła jakby znowu miała dwadzieścia lat i czas się zatrzymał. – Oboje byliśmy tacy dumni i niemądrzy. Teraz jesteśmy wolni i może spróbujemy jeszcze raz? Co ty na to?
- Ale co my powiemy dzieciom? – jęknęła zmieszana Milena.
- Nie musimy się im spowiadać, jesteśmy dorośli – zachichotał Stefan. – Nosisz jeszcze tą koronkową bieliznę? – zerknął na nią z szelmowskim uśmiechem.
- Na prywatny pokaz, to sobie trzeba zasłużyć drogi panie – zadarła do góry nos.
***

    Całą niedzielę, nasza dzielna trójka urządzała się w mieszkaniu. Podzielili między siebie szafy i szuflady, zrobili zakupy w supermarkecie, wysprzątali wszystko na błysk i wieczorem zasnęli kompletnie wykończeni. W poniedziałek rano Seba nieco zaspał, kiedy zwlókł się z łóżka dziewczyny wychodziły już z łazienki. Szybko się ogolił i umył, po cichu wszedł do sypialni i zastał rozkoszny widok. Ilona i Gerdi właśnie się ubierały, pisnęły na jego widok trzymając przody od piżamek.
- No nie przesadzajcie, jestem dżentelmenem – odwrócił się ostentacyjnie tyłem do nich.
- I tak trzymaj – warknęły zgodnym chórkiem.
- Powyobrażam sobie, sporo już widziałem i jestem w tym dobry – zachichotał. Zaraz został przywołany do porządku przez oburzone dziewczęta. Dwie poduszki wylądowały na jego rozczochranej głowie. – Nie jestem jakimś tanim podglądaczem… - zaczął chłopak, ale nie skończył, bo właśnie zorientował się, że po lewej stronie jest niewielkie lusterko. Doskonale widać w nim było cały pokój i wypięte tyłeczki, na które złośnice wciągały właśnie skąpe majteczki. Przestał więc paplać, a zaczął podziwiać krajobraz, który tak wiele miał do zaoferowania. Jednego tylko nie wziął pod uwagę, był w samych bokserkach i z sekundy na sekundę zaczął w nich narastać coraz większy problem, którego nie dało się ukryć.
- No już, idziemy do szkoły. Włóż coś na siebie – odezwała się Ilona.
- Ja muszę do łazienki! – pisnął zarumieniony Seba ściskając uda i umknął jak spłoszony jeleń.
- A temu co? Okres ma czy coś? – zapytała zaskoczona jego zachowaniem dziewczyna.
- Podglądał nas drań – popatrzyła za uciekającym chłopakiem Gerdi. – Namiot miał w pełni rozbity i założę się, że właśnie bierze prysznic. Dżentelmen psia mać! – warknęła.
- Mam pomysł – mrugnęła do niej Ilona i z psotnym uśmieszkiem zaczęła jej szeptać coś do ucha.        
   Droga do szkoły upłynęła w zadziwiająco spokojnej atmosferze. Pokraczny samochodzik spisywał się na medal, strasząc przechodniów i wzbudzając pełne politowania spojrzenia. Dziewczęta milczały, a atakowany wyrzutami sumienia Seba wolał ich nie zaczepiać. Wcześniej był tak nakręcony, że odbył w łazience podwójną sesję prac ręcznych i teraz czuł się zupełnie rozluźniony. We trójkę udali się do budynku akademii. Ledwo weszli do holu Ilona z Gerdi uwiesiły się u jego ramion szczebiocąc jak pustogłowe gęsi.
- Misiaczku- ptysiaczku dasz buzi? – zaświergotała Ilona, wzbudzając szaloną wesołość u przechodzących studentów. – Twoja czekoladka będzie tęsknić za tobą cały dzień – zatrzepotała rzęsami.
- Och… - udało się jedynie wydusić czerwonemu jak dorodny burak Sebie. Wszyscy się na nich gapili jak na jakieś dziwowisko. Kumple z drużyny stali właśnie w kącie wytrzeszczając oczy. Przestali nawet mrugać. Chłopak owszem, był przystojny, ale zazwyczaj tak nieśmiały w stosunku do panienek, że bał się nawet odezwać. Chował się za ich plecami, jak tylko jakaś zwróciła na niego uwagę, a teraz kleją się do niego dwie najlepsze laski na uniwerku. To zakrawało na cud.
- Może zrobimy sobie potem jakąś małą przerwę w schowku woźnego? – Gerdi klepnęła go wymownie w tyłek. – Tylko my dwie, ciasna kanapa i twoje usta – zaproponowała, patrząc mu czule w oczy i ciesząc się w duchu jak dziecko, z jego ogłupiałej miny.
- Miejcie litość… – jęknął, kiedy rączka Ilony zaczęła go gładzić po udzie. – Już nie dam rady…- wymknęło mu się głośno. Zobaczył jak jego kolegom szczęki opadają na podłogę, kilka  dziewczyn zaczyna coś gorączkowo między sobą szeptać, patrząc na jego krocze z ogromną ciekawością. Seba miał ochotę zapaść się pod ziemię, najlepiej natychmiast. Jeszcze dziś będzie na językach wszystkich znajomych. Przesunął swoją torbę do przodu i zakrył strategiczne miejsce, które nie wiadomo dlaczego zaczęło nagle wzbudzać taką sensację. Szybko jednak został uświadomiony w tej kwestii przez rozchichotane studentki.
- Widziałaś jak go obmacują? A wydawały się takie niedostępne – usłyszał za plecami gorączkowy szept. – Coś w nim musi być, trzeba się dowiedzieć co!
- Taa.. Wiesz, pewnie w tych spodniach ukrywa prawdziwy skarb – dodała druga.
- Myślisz, że ma dużego? Trzeba to sprawdzić! Podobno rudzi są strasznie dobrzy w tych sprawach!
***
   Miki z ponurą miną wziął z ręki Gabrysia strój małego kucharza. Przebrał się w niego w łazience i spojrzał w lustro. Zarumienił się po same uszy na widok swojego odbicia. Góra fartuszka była dość wąska i po obu jej stronach widać było różowe sutki. Troczki krzyżowały się na plecach i podkreślały, wąską talię. Tymczasem z tyłu, pośladki były prawie całe odsłonięte i wystawione na widok publiczny.
- Cholera, powinienem uciąć sobie język – pisnął mieszany. – Spokojnie mógłbym zagrać w jakimś filmie porno – mruknął do siebie. Niestety słowo się rzekło i nie było odwrotu. Zakrył rękami tyłeczek i trzymając się z dala od Gabrysia wkroczył do kuchni.
- Miki, zabierz te łapki, będą ci potrzebne do czegoś innego - usłyszał chichot nieznośnego Grizzli.
- Przestań się gapić i zacznij obierać kartofle – warknął do zadowolonego z siebie mężczyzny, rozpierającego się za stołem. Nie odrywał wzroku od jego pośladków. – Uważaj, bo utniesz sobie palec – dodał złośliwie.
- Nie martw się kochanie, ten widok jest wart każdej ofiary – mężczyzna oblizał usta. 
   Chłopak zły, że tak się dał podejść, siekał właśnie marchewkę do zupy z zaciętą miną. Miał ochotę zwiać, gdzie go oczy poniosą, przez cały czas czuł jak oczy mężczyzny bezczelnie go obmacują, wzbudzając w dole brzucha coraz większe gorąco. Skoro jednak i tak nie miał wyjścia, postanowił nieco się zabawić kosztem Gabrysia. Włączył zmysłową, hiszpańską muzykę i zaczął kręcić się w jej takt, wymachując zapamiętale tyłeczkiem. Niech ten głupi zboczuch zaślini cały obrus. Zaczął kroić owoce na sałatkę, wyciągnął bitą śmietanę w sprayu i sos czekoladowy. Z tego miał być deser, który potem włoży do lodówki. Pląsał coraz bardziej zadowolony z siebie, nie wziął tylko jednej rzeczy pod uwagę. Nawet najbardziej cierpliwy człowiek ma jednak jakieś granice. Kapitanowi, rozgrzanemu do czerwoności ponętnym widokiem, jego przydział anielskości właśnie całkowicie się wyczerpał.
- Jestem głodny – mruknął gardłowo i ruszył do ataku. Złapał zaskoczonego chłopaka w pasie, podniósł do góry i położył na stole, strącając na ziemię serwetki i sztućce, niecierpliwym gestem. Wystarczyły dwa szarpnięcia, by pozbawić ofiarę zarówno fartuszka jak i bokserek.
- Gabryś oszalałeś…? – pisnął zawstydzony swoją nagością Michaś i zamknął oczy. W swojej naiwności nie spodziewał się takiego finału.
- Chyba tak – kapitan wziął miskę z owocami i zaczął je układać na ciele chłopaka. Czuł jak drży, kiedy połówki brzoskwiń zakryły jego sutki, a do pępka włożono mu słodkie daktyle. – Zaczniemy od deseru – wziął zimną bitą śmietanę i zaczął nią kreślić zawiłe wzorki, zaczynając od szyi. Potem przeszedł na klatkę piersiową, następnie szeroko rozłożone, drżące uda, jądra i nabrzmiałego penisa, unoszącego się zawadiacko do góry. Tą samą drogę powtórzył z sosem czekoladowym w dłoni.
- Chcesz mnie zabić co? – wydyszał Miki, wijąc się na blacie stołu. Bardzo szybko przestał całkowicie protestować. Dotyk zimnego kremu na jego skórze doprowadzał go do obłędu. Zdawało mu się, że targające nim emocje rozerwą go na strzępy. Tymczasem jego oprawca wcale się nie śpieszył. Patrzył tylko tak, jakby chciał go pochłonąć oczami.
- Pożrę cię - warknął Gabryś - każdziuteńki kawałeczek tego kuszącego ciała – mówił mu do ucha aksamitnym niskim głosem, który zdawał się mieć jakieś dziwne hipnotyczne właściwości. Docierał do każdej, najmniejszej, rozdygotanej komórki płonącego z pożądania Michasia. – Jeszcze tylko jagódki –  wyszczerzył zęby w drapieżnym uśmiechu. Maliny, borówki i jeżyny dopełniły dzieła, tworząc niezwykłą mozaikę. Odbijały się pięknie od kremowej skóry, na której perlił się pot. Zaczął od ust, które przyciągnęły jego uwagę delikatnym różem. Muskał je jakby były zrobione z płatków śniegu. Smakowały owocami i pachniały jak one, wyrywał z ust chłopaka coraz głośniejsze jęki.
- Ach… hm… Gab… Gabryś… - wyjąkał cichutko. Na nic więcej nie miał siły, czuł że długo już nie wytrzyma tych rozkosznych tortur. Objął mężczyznę w pasie nogami, przyciągając go do siebie. Kapitan zaczął wędrówkę w dół, liżąc i podgryzając każdy centymetr jedwabistej skóry. Skomlenia i piski jego słodkiego krasnoludka, tylko jeszcze bardziej go nakręcały. Zapach podniecenia, pierwsze krople widoczne na czubku członka oszałamiały jak najlepszy narkotyk. Poznęcał się nad szyją, przeszedł na stwardniałe jak kamyczki sutki, dotarł do falującego brzucha. Sok, śmietana i czekolada tworzyły smakowity dodatek. Kiedy dotarł do bordowego od napływającej krwi penisa, Miki skomlał żałośnie, rozsuwając szeroko zgrabne nóżki.
- Pp… Proszę… nie mogę już… - wychrypiał mały głuptas, który za punkt honoru wziął sobie dotrwać do końca, choćby nie wiem co. Mężczyzna z perwersyjnym uśmieszkiem wziął plasterek ananasa i wcisnął na drgającego członka, nie pozwalając mu dojść przedwcześnie. Po chwili ulitował się nad nim i zaczął zataczać kółeczka wokół ciasnej dziurki. Krem idealnie spełnił rolę nawilżacza. Włożył ostrożnie do środka jeden palec, rozpychając gorące ścianki. Niecierpliwy krasnoludek, poruszył biodrami i nabił się na niego do końca. – Och…! – pisnął zaskoczony falą piekącego bólu.
- Spokojnie kochanie, pozwól mi się wszystkim zająć – włożył drugi i trzeci palec jak tylko poczuł, że Miki się rozluźnia. Całował przy tym smukłe uda, zlizując śmietankę i resztki czekolady. Podniósł wysoko nogi chłopaka i położył na swoich ramionach. Wyjął rękę i przystawił do rozciągniętego otworku swojego dużego członka, na którym odznaczały się nabrzmiałe żyły. Powoli milimetr po milimetrze wsuwał się w tą oszałamiającą wszystkie jego zmysły ciasnotę. Mruczał przy tym z przyjemności, niczym duży, zadowolony miś, który dobrał się do garnka z miodem. Kiedy dotarł do końca zatrzymał się na chwilę i zdjął z penisa krasnoludka, więżącego go ananasa. Michaś zakwilił cichutko i gwałtownie wciągnął powietrze. Gabryś poruszył się na próbę i widząc, że kochanek nie protestuje zaczął się wsuwać i wysuwać, szukając odpowiedniego kąta.
- Ooch…! – krzyknął Miki, kiedy trafił w czuły punkt. Pierwszy raz w życiu przekonał się, co to znaczy umierać z rozkoszy. Cały świat wirował razem z nim, a gorące fale przetaczały się przez niego raz po raz. Grizzli, kiedy tylko złapał odpowiedni rytm zanurzał się w nim głęboko, sam mając przed oczami gwiazdy. Ciało pod nim wygięło się w końcu w łuk i….
- Aaaa….! – pełen wyzwolenia wilczy skowyt, słyszalny prawdopodobnie na wiele mil wkoło wyrwał się z udręczonego gardła chłopaka. Z pewnością nie było w akademiku i sąsiednich kamienicach nikogo, kto by nie zwrócił na niego uwagi. Przeżycie było tak silne, że na kilka sekund stracił świadomość. Mężczyzna spiął wszystkie mięśnie i prawie jednocześnie wytrysnął w jego głodne wnętrze. Jego krasnoludek dosłownie zwalił go z nóg. Opadł obok chłopaka na stół, który niebezpiecznie zatrzeszczał. Mocno objął go ramionami i przytulił do siebie.
- Chyba powinniśmy się umyć?- Zachichotał beztrosko.
- Nie mam siły – wymamrotał Miki, nadal nie kontaktował i leżał zupełnie bezwładnie jak szmaciana lalka, wtulony w szeroką pierś Gabrysia.

niedziela, 28 lipca 2013

Rozdział 14

   Gerdi obudziła się dość wcześnie rano, chociaż w wolne dni takie jak dzisiejszy, zazwyczaj nadrabiała zaległości w spaniu. Było jej strasznie gorąco i coś wgniatało ją w materac. Otworzyła oczy i zobaczyła dwie postacie oplatające ją niczym ośmiorniczki. Wtulali się w jej boki z wielce zadowolonymi minami, mocno obejmując ją rękami i nogami.
- No nie – jęknęła głośno, przypominając sobie wydarzenia z poprzedniego dnia. Te uparte głuptasy niestety nie uciekły, jak miała wczoraj nadzieję. Smacznie sobie pochrapali, wyglądając na bardzo szczęśliwych i rozluźnionych. Najwyraźniej jej plan nastraszenia ich kompletnie nie wypalił. Musiała wymyślić coś innego, może odrobina domowego terroryzmu połączonego z molestowaniem tych niewinnych istotek, skłoniłaby ich do zmiany lokum. Uklękła na łóżku i z rozbawieniem zauważyła, że przyjęli identyczne pozycje. Leżeli na brzuchach, wypinając do góry okrągłe tyłeczki. Ilona prezentowała kuse majteczki po których spacerowały uśmiechnięte biedronki, a Seba spodenki w skaczące przez płotek owieczki. Gerdi nabrała powietrza w płuca i ryknęła ile miała sił. – Wstawać lenie! W brzuchu mi burczy, śniadanie czas szykować! – Klepnęła ich przy tym w ponętne pośladki, zaciskając na nich palce.
- Co jest…?! – wrzasnął obudzony tak brutalnie chłopak i gwałtownie usiadł na materacu, nie mając pojęcia, gdzie się znajduje.
- Kto tak drze ryjek? – zapytała Ilona, przeciągając się jak kotka. Zamrugała oczami i na widok równie zaspanego jak ona Seby odskoczyła w bok. Znajdował się stanowczo zbyt blisko, dotykając jej ramieniem.
- Jestem głodna i nikt mnie nie nakarmił – wyjęczała z pretensją w głosie Gerdi, masując się po płaskim brzuchu , który faktycznie zaczął wydawać dziwne odgłosy.
-  O szóstej rano? – dziewczyna popatrzyła na nią z niedowierzaniem.
- Dobra już dobra. Jajecznica może być? – Nie całkiem przytomny chłopak zwlókł się z materaca i poczłapał do kuchni. Jego królowej Amazonek należało się wszystko co najlepsze. Ilona, nie chcąc pozostać w tyle, dołączyła do niego i zaczęła robić eleganckie kanapeczki. Gerdi z przyjemnością obserwowała przez chwilę , jak rozczochrani i nadal mocno zaspani krzątają się przy szafkach. Nie zdawała sobie sprawy z czułości widocznej w tym momencie na jej twarzy. Oczywiście przepychali się przy tym, potrącali i powarkiwali, popisując się przed nią i przeszkadzając sobie nawzajem w pracy.
   Po kwadransie wszystko było już gotowe i wyglądało bardzo apetycznie, a tymczasem Gerdi gdzieś zniknęła. Po krótkich poszukiwaniach odnaleźli ją w łazience, okupującą ogromną wannę pełną różowej, pachnącej piany. Śpiewała najnowsze przeboje niemiłosiernie przy tym fałszując. Widać było jedynie jej jasnowłosą głowę z upiętymi wysoko złocistymi włosami. Oboje spojrzeli po sobie z niedowierzaniem i wycofali się do tyłu.
- To ona wyciągnęła nas z łóżka bladym świtem, żeby iść się kąpać? – wywrócił oczami Seba.
- A to jędza, robi to specjalnie. Mam pomysł – dziewczyna poszła do kuchni po talerz z kanapkami. Chłopak, nie mając pojęcia o co jej chodzi, zabrał patelnię z jajecznicą, dzbanek z kawą i kubki. Wszystko to zanieśli po cichutku do łazienki i urządzili bufet na pralce.
- Co teraz? – szepnął Seba z niepewną miną.
- A wy tu czego?! – warknęła Gerdi, która dopiero teraz otwarła oczy i zobaczyła swoich współlokatorów spoglądających na nią z zagadkowymi minami.
- Przyszliśmy się wykąpać – stwierdziła Ilona spokojnie – skoro wszystko mamy robić we trójkę…  – błyskawicznie zrzuciła ubranie i weszła do wanny, zanurzając się natychmiast po szyję. Chłopak zarumienił się jak wisienka nie wiedząc co ma dalej robić, ale skoro rywalka zdobyła się na coś takiego, nie mógł być gorszy. Ze spuszczonymi oczami też się rozebrał i usiadł z drugiej strony Gerdi.
- Poszaleliście? – Dziewczyna nie mogła uwierzyć własnym oczom. Nie spodziewała się aż takiej determinacji ze strony małych drani. W dodatku tacy zmieszani, ze szkarłatnymi policzkami i błyszczącymi oczami wyglądali strasznie smakowicie. Miała wrażenie, że po jednej stronie siedzi czekoladowa eklerka, a po drugiej poziomkowa babeczka i mrugają na nią zachęcająco. – Cholera – jęknęła, desperacko zaciskając uda. – Zjeżdżajcie stąd, albo zacznę konsumpcję!
- E tam, nie zrobisz tego - odpowiedziała Ilona z pewnością w głosie, której wcale nie czuła. Obserwowała łakomym wzrokiem smukłą szyję dziewczyny, dla sprawiedliwości trzeba jednak przyznać, że wzrok jej od czasu do czasu uciekał do Seby i jego ładnie umięśnionej klatki piersiowej.
- A co mi niby przeszkodzi? – zapytała miękko Gerdi.
- No jak to co? Honor, zasady… te sprawy… - odezwał się nieśmiało Seba, nie odważając się spojrzeć jej w oczy. Ze wszystkich sił próbował ukryć erekcję, która powiększała się z każdą chwilą. Na szczęście gęsta piana zakrywała strategiczne miejsca, które z powodu wspaniałych widoków jakie go otaczały zrobiły się strasznie wrażliwe i zdawały się rozgrzewać coraz szybciej.
- Wiesz cukiereczku – dziewczyna ujęła go pod brodę i musnęła jego wargi swoimi – po ściągnięciu majtek, to wszystko zupełnie przestaje działać – wsunęła mu język głęboko do ust, a jej dłoń powędrowała na okrągłą pierś Ilony wystającą właśnie nad powierzchnię wody. Dziewczyna cichutko pisnęła, gdy dotknęła jej sutka. – Spokojnie, to tylko małe mizianko – uśmiechnęła się, widząc ich zawstydzenie,  a jednocześnie wyczuwając jak zaczynają drżeć z podniecenia pod wpływem delikatnego głaskania. Wiedziała, że jeśli teraz nie uciekną w siną dal, to marne szanse, żeby kiedykolwiek udało jej się ich przepłoszyć. Na początku igrała z nimi, nastawiona na przestraszenie łobuzów , którzy okupowali jej ukochane gniazdko. Nie upłynęło jednak dużo czasu, jak sama zaczęła płonąć, słuchając ich pełnych rozkoszy pojękiwań. Dłonie dziewczyny same powędrowały pomiędzy zaciśnięte uda obu zarumienionych słodko głuptasów, pieszczotami nakłaniając je do rozchylenia się. Seba z rozchylonymi ustami i zamkniętymi oczami wyglądał strasznie milutko, jeśli można coś takiego powiedzieć o facecie. Spojrzała w dół i zauważyła, że jego sztywny, nabrzmiały członek już sączył perłowe krople. Ogromnie zawstydzony zupełnie nową dla niego sytuacją, nie śmiał podnieść na nią wzroku. Po raz pierwszy ktoś poza nim samym, dotykał go w tak intymny sposób, bardzo szybko stracił głowę, całkowicie odpływając w niebyt. Liczyły się tylko zręczne paluszki, doprowadzające go do szaleństwa.
Ilona, która miała za sobą bardzo nieudany związek z chłopakiem, nigdy wcześniej nie odczuwała takiej przyjemności. Nie miała zbyt dobrych wspomnień z sypialni. Gerdi w przeciwieństwie do jej byłego dawała z siebie wszystko, nie oczekując niczego w zamian. Ostrożnie rozchyliła jej kobiecość i zaczęła pocierać wrażliwy gruzełek.  Dziewczyna gwałtownie zachłysnęła się powietrzem. Całe ciepło zaczęło spływać falami w dół i skumulowało się w jednym miejscu, tak bardzo spragnionym dotyku. Po chwili, z obu stron słychać było tylko posapywania i pełne pożądania pomruki.
- Oo…! – krzyknął chłopak, wyrzucając  z siebie strumień spermy,  po czym omal nie utonął z oszołomionym wyrazem twarzy. Wrażenie było tak silne, że prawie pozbawiło go przytomności.
Aa…!- zawtórowała mu natychmiast Ilona, wyginając smukłe ciało w łuk i cała drżąc w oszałamiających spazmach. Dla niej to był pierwszy w życiu orgazm, wcześniej zawsze tylko go udawała, chcąc sprawić partnerowi przyjemność. Unosiła się w różowej chmurce rozkoszy, całkowicie zapominając, gdzie i z kim się znajduje. Czyżby kobiece dłonie były tym, czego potrzebowała?
- I na tym zakończymy nasze poranne ćwiczenia – stwierdziła równie czerwona jak jej współlokatorzy Gerdi i pośpiesznie umknęła z wanny. Owinęła się szlafrokiem i poszła do sypialni, aby się ubrać i nieco ochłonąć. Nie miała pojęcia co jej odbiło. Nigdy wcześniej się tak nie zachowywała. Pewnie pomyślą, że jest jakąś niewyżytą dziewuchą atakującą ludzi w wannie. Postanowiła pobiegać i przemyśleć całą sprawę. Udała się do parku, gdzie trenowała każdego ranka. Niestety za każdym razem, kiedy próbowała się zastanowić nad niezwykłą sytuacją, widziała dwa różowe, ponętne ciała, całe w pianie i rozchylone w okrzyku spełnienia, nabrzmiałe od pocałunków usta.
- Cholera jasna! – warknęła do siebie i stanęła na środku ścieżki, potrząsając głową niczym zmokły psiak. Niestety zboczone obrazki za nic nie chciały zniknąć sprzed jej oczu i towarzyszyły jej przez cała drogę.
   Tymczasem w wannie dwie naiwne osóbki właśnie odzyskiwały rozsądek i władzę w swoich kończynach. Seba ukradkiem zerkał na rozczochraną dziewczynę. Musiał przyznać, że była naprawdę piękna, ale niestety miała niewyparzoną buzię i paskudny charakterek. Za to te inne rzeczy… hm …no właśnie.
- Czego się tak gapisz? – mruknęła do niego zmieszana. – Jak piśniesz komuś o tym słówko, to już po tobie! Odwróć się chcę wyjść!
- Trochę za późno na wstyd nie sądzisz? – uśmiechnął się chłopak. – Poza tym masz śliczne cycuszki, więc jak mogę się nie patrzyć – wyrwało mu się zanim zdążył pomyśleć. - To byłby grzech nie skorzystać z takiej okazji - zachichotał.
- Ożesz ty! – fuknęła na niego i prysnęła mu w oczy pianą. Korzystając, że prycha, przemywając piekące ślepka wyszła z wody i pognała do sypialni. Wytarła się i ubrała w naprawdę rekordowym tempie. Doszła to podobnego wniosku co Gerdi, że doznała jakiegoś dziwnego, porannego zaćmienia umysłu. Na myśl o tym, co widział i słyszał Seba aż jęknęła,  niesamowicie zmieszana i zaskoczona swoim zachowaniem. Ten rudy drań, który wcześniej wydawał się jej taki niewinny, darł w wannie pyszczek tak, że słyszeli go pewnie wszyscy sąsiedzi. Nie przyszło jej do skołatanej głowy, że była co najmniej równie głośna jak chłopak.
   Seba wcale się nie śpieszył z wyjściem z wody i jako jedyny dobrał się do stygnącego na pralce śniadania. Spędził właśnie upojne chwile z dwoma wspaniałymi dziewczynami, żaden z kumpli by mu nie uwierzył, gdyby im opowiedział co się tutaj przed chwilą stało. Jego ukochana Gerdi okazała się prawdziwą tygrysicą, a ostra jak brzytwa na co dzień Barbi, całkiem słodką istotką. Życie właśnie pokazało mu się z najlepszej strony i zapowiadał się całkiem ciekawy weekend.
***
    Kiedy Miki wstał z łóżka, w którym nie wiadomo czemu leżał w pełni ubrany, doszedł go cudny zapach świeżo zaparzonej kawy. Pociągnął noskiem i wstał cicho pojękując. W głowie mu niemiłosiernie łupało, a w ustach miał piaski Sachary. Myśli rozbiegały się jak stado spłoszonych ptaków. Po cichutku wymknął się do łazienki, gdzie wziął szybki prysznic i przebrał się w czyste ciuszki. Odświeżony, pachnący, ale nadal niezbyt kontaktujący udał się do kuchni.
- Ulituj się i zaparz filiżankę neski – ochrypły głos jaki z siebie wydał zaskoczył nawet jego samego. Oparł zbyt ciężką głowę na stole i przymknął oczy.
- Zabalowało się co? Teraz przyjdzie pocierpieć – odezwał się złośliwie Gabryś.
- Ja cię błagam najpierw zrób mi kawy, potem możesz się dalej nade mną znęcać – wymamrotał chłopak.
- A proszę cię bardzo mały zboczeńcu – Kapitan postawił przed nim kubeczek z aromatycznym napojem i szklankę z rozpuszczającą się aspiryną. – Zestaw na kaca raz.
- Dlaczego zboczeńcu? – Miki zamrugał długimi rzęsami z całkowitym niezrozumieniem. – To przecież ty mnie zmolestowałeś pod prysznicem.
- Kochanie masz bardzo wybiórczą pamięć i zupełnie siebie nie doceniasz – odezwał się z przekąsem mężczyzna. – Czy zdanie ,,zabawa w transformensów” coś ci mówi?
- Transfo co..? – nie skojarzył w pierwszej chwili Miki. – A robociki? – w tym momencie doznał olśnienia. – Hm… och… ee… - ukrył szkarłatną buzię w dłoniach. – Co było w tym pączu? – przed oczami zaczęły mu migać kompromitujące scenki z korytarza akademika.
- No wiesz, jak ktoś wypija prawie cała wazę to musi liczyć się z konsekwencjami. Moja matka zaczęła zastanawiać się, czy nie jesteś pijakiem, a twój ojciec grzmiał, że cię zdeprawowałem – stwierdził oskarżycielsko Gabryś, celowo wpędzając go w poczucie winy. Miał zamiar odbić sobie wczorajsze męki i właśnie przyszedł mu do głowy niecny plan.
- O jeny, skompromitowałem się przed twoją matką i narobiłem ci kłopotów – zajęczał Miki, któremu zrobiło się strasznie głupio, że naraził partnera na takie nieprzyjemności. – Gabi – wstał i podszedł do krzątającego się po kuchni mężczyzny. Wtulił się nieśmiało w jego plecy i objął w pasie. – Przepraszam, zrobię co zechcesz żeby to odpokutować.
- Na pewno zrobisz co zechcę? Tylko tak mówisz, a potem zaraz się wycofasz – Gabryś obrócił się do niego przodem i patrzył z powątpiewaniem, jakby nie wierzył w żadne słowo mężczyzny.
- Przysięgam – uderzył się w piersi Miki i dopiero w tej chwili zauważył podejrzanie błyszczące oczy mężczyzny. Klamka jednak zapadła i niehonorowo byłoby się wycofać. – Może zrobię super obiadek? – zaproponował z duszą na ramieniu, chociaż przeczuwał, że tak łatwo się nie wykpi.
- Jak najbardziej – zgodził się nie niespodziewanie kapitan z wilczym uśmieszkiem. – Mam tylko jedno zastrzeżenie – wyplątał się z ramion chłopaka i udał do sypialni, by po chwili wrócić, trzymając cos za swoimi plecami.
- Co tam chowasz? – zapytał trwożliwie Miki.
- Strój małego kucharza – odpowiedział pogodnie Gabryś i położył przed nim na stole błękitny, falbaniasty fartuszek i skąpe, mocno wycięte na pośladkach granatowe bokserki z napisem ,,połknij mnie”. – Dostałem to kiedyś na urodziny od chłopaków, wiedziałem, że kiedyś się przyda – dodał z szerokim uśmiechem, omiatając sylwetkę chłopaka jednoznacznym spojrzeniem. – Pomogę ci obierać ziemniaczki – zwilżył końcem języka wyschnięte wargi.
- O cholera…! – Pod czerwonym jak zachodzące słoneczko Michasiem ugięły się nogi.

piątek, 19 lipca 2013

Rozdział 13

   Pani Milena i Pokrzywka postanowili poważnie porozmawiać ze swoimi dziećmi, które ostatnio z premedytacją ich unikały. Przez telefon odpowiadały monosylabami, na sms-y odpisywały dwoma słowami. Nigdy nie miały czasu i znajdowały tysiące wymówek, by się  nie spotkać. Nadeszły jednak urodziny matki Gabrysia i obaj chłopcy zostali na nie zaproszeni. Nie wiedzieli jednak, że zjawi się na nich także pan Stefan. Miał to być grill w ogrodzie tylko w rodzinnym gronie. Miki stroił się całe popołudnie, rozrzucając ciuchy po całym domu. Wcześniej pożyczył też od dziewczyn zestaw do makijażu. Pracowicie zamalowywał wszystkie malinki, zawłaszcza te najbardziej widoczne na szyi. Kapitan przyglądał się temu z rozbawieniem.
- Może ci pomóc? – z przyjemnością wpatrywał się w kręcący się przed nim, opięty ciasnymi jeansami tyłeczek. – Tej na karku zapomniałeś zapaćkać, a widać ją z daleka – dodał z uśmieszkiem.
- No gdzie, ja nic nie widzę – chłopak zaczął się kręcić w kółko przed lustrem wyginając na wszystkie strony i nieświadomie prezentując swoje wdzięki jak zawodowy model. – Pokaż!
- To stój spokojnie – Grizzli podniósł się z fotela z miną drapieżnika, który właśnie dostrzegł mięciutkiego, puszystego króliczka. Miki spokojnie się tapetował, nie wiedząc co się dzieje za jego plecami. – Muszę to najpierw obejrzeć – podkradł się po cichu i znienacka objął zaskoczonego krasnoludka w pasie. Przylgnął do niego gorącym ciałem i wpił mu się ustami w kark jak wygłodniała pijawka. Duże dłonie natychmiast wdarły się pod koszulkę i zaczęły zwiedzanie. Jedna gładziła płaski brzuch, a druga zawędrowała na lewy pośladek. Usta także nie próżnowały pieszcząc gładką skórę na szyi. Miki, który w pierwszej chwili zaczął się wyrywać, po chwili już tylko posapywał, cichutko wtulając się plecami w tors Gabrysia. Patrzył szeroko rozwartymi oczami w szklaną taflę i rumienił się coraz bardziej.
- Bzzz…zzz… - rozległ się nagle dźwięk komórki. Chłopak odzyskał władzę nad swoim ciałem i wysunął z objęć Gabrysia.
- Ty durny wampirze! – wrzasnął, kiedy tylko spojrzał w zwierciadło. – Zmarnowałeś cała moją pracę! – wszystkie stare i nowe malinki wyjrzały na światło dzienne.
- Może szaliczek? – zaproponował uśmiechnięty od ucha do ucha  mężczyzna z wielkim trudem opanowując chęć porwania go ponownie w ramiona.
- W maju? Pomyślą, że mi odbiło, jest dwadzieścia stopni!
- Wiem – klepnął się w czoło Gabryś – apaszka – zawiązał mu na szyi zieloną chustkę w stokrotki.
- Wyglądam dziwnie, jakbym nie mógł się zdecydować, czy jestem chłopakiem czy dziewczyną.
- Nieprawda, wyglądasz słodko – mężczyzna obrócił go do siebie i cmoknął w usta. - Dzięki niej twoje oczy wydają się bardziej czekoladowe, a włosy przypominają kolorem świeżo wyłuskane kasztany. Na taki komplement Miki zaczerwienił się i ruszył do drzwi. Bał się, że jeśli jeszcze chwilę tu zostaną, to może zrobić coś nieoczekiwanego jak na przykład rzucenie się na tego wielkiego miśka. Musiałby potem umrzeć ze wstydu.
***
   Pani Milena miała niewielki, ale piękny i bardzo zadbany ogród. Kiedy chłopcy dotarli na miejsce wszystko już było przygotowane. Na stoliku w altanie pyszniły się zakąski, grill był rozpalony i roztaczał boski zapach smażonego karczku w zalewie ziołowej. Gospodyni siedziała na ławeczce w sportowej, dżinsowej sukience. Na widok ich splecionych dłoni ciężko westchnęła.
- Usiądźcie, może czegoś się napijecie?
- Drinka, jeśli można – Miki postanowił dodać sobie odwagi przy pomocy alkoholu. Matka Gabrysia nieco go przerażała. Widział z jaką niechęcią patrzyła na nich gdy wchodzili. Ze sztucznym uśmiechem przyjął od niej szklaneczkę.
- To za mocne, on jest za młody na taki napój – zaprotestował za jego plecami pan Stefan, który właśnie wyszedł z domy z tacą.
- Tatuś? A co ty tutaj robisz? – zaskoczony chłopak otworzył szeroko oczy.
- Pilnuję, żebyś nie popełnił największego głupstwa w twoim życiu! – warknął mężczyzna głównie w stronę Gryzzli. – Nie masz chyba zamiaru na poważnie spotykać się z tym mięśniakiem?
- Uważaj co mówisz buraku, to mój syn! – prychnęła na niego pani Milena.
- Tato co ty masz do Gabrysia? – zapytał zdenerwowany jego bezpośredniością Miki.
- Nie podoba mi się i zostaw tego drinka! – mężczyzna usiłował złapać go za rękę.
- Aha, czyli nie masz żadnych argumentów! Nie musi ci się podobać ty z nim sypiać nie będziesz – wyrwało się chłopakowi. Przechylił szklankę i jednym łykiem wypił wszystko, patrząc zaszokowanemu ojcu prosto w oczy.
- Miki daj spokój – Gabryś położył mu dłoń na ramieniu. – Skoro tu jesteśmy wszyscy, to może powiadomimy was, że się zaręczyliśmy i jesteśmy parą – wskazał wymownie na pierścionek na palcu zarumienionego chłopaka, który wtulił się w jego bok w poszukiwaniu ochrony.
- Poszaleliście?! – syknęła kobieta. – To wbrew naturze! Chcecie mi powiedzieć, że nie mogę liczyć na wnuki?
- Ciekawe, kiedy ty byś znalazła na nie czas? – Zapytał kapitan mrużąc oczy. – Pomiędzy jednym przyjęciem a drugim? Jakoś nie wyobrażam też sobie, żebyś zrezygnowała z czynnego uprawiania zawodu!
- Już ty się o to nie bój smarkaczu! Odetnę cię od kasy!- zagroziła desperacko.
- Nie bądź śmieszna, wiesz, że mam kasę po babci i wystarczy mi do końca studiów, a nawet na dłużej – odparł spokojnie. Kiedy oni się kłócili, a pan Stefan im sekundował Miki dobrał się do wazy z pysznym ponczem. Z każdym łykiem czuł się coraz lepiej, a cała awantura wydawała mu się coraz zabawniejsza. W końcu zaczął chichotać, co zwróciło na niego uwagę sprzeczającej się trójki.
- Krasnalu, ile ty tego wychlałeś? – zapytał Gabryś z niepokojem, a chłopak czknął i zatkał sobie buzię.
- Ss… ssporo – wyjąkał nieśmiało.
- Pięknie, nie dość, że ma paskudną rodzinę – tu pan Milena spojrzała zimno na Pokrzywkę – to jeszcze pijak!
- Oddychaj głęboko mamo, bo cię ten jad udusi! - rzucił złośliwie kapitan. - Chodź mały, nic tu po nas – wziął pod ramię lekko chwiejącego się Mikiego.
- A mogę jeszcze tego różowego? – oblizał się chłopak i poprawił chustkę na szyi.
-Nie ma mowy, jutro tego ostro pożałujesz – kapitan pociągnął go do bramki.
- On mi deprawuje syna, nauczył go chlać wódę i ubierać się jak cudaka – usłyszeli jeszcze z oddali głos zirytowanego Pokrzywki. Zatrzymali się tuz za rogiem. Gabryś zadzwonił po taksówkę, która przyjechała w ciągu kilku minut.
- Wsiadaj – otwarł przed nim drzwi.
- No co ty, to auto jest czerwone! Nie lubię czerwonego! – Chłopak złapał się słupa i trzymał się go z pijackim uporem. Przyłożył czoło do chłodnej, metalowej powierzchni. – Jaki milusi! Zostaję tutaj!
- Zupełnie ci odbija – Grizzli mimo swojej siły nie mógł oderwać krnąbrnego krasnoludka.
- Pomóc? – kierowca taksówki, widząc jego bezradność wysiadł z samochodu. Udało im się wziąć małego pod ramiona i podprowadzić do drzwi.
- Jeden blondyn, drugi blondyn – zaczął liczyć mozolnie Miki mrużąc oczy. – Dlaczego jest was dwóch? Pewnie COSIK znowu mi wywinął jakiś numer – sam odpowiedział na swoje pytanie. Rozczochrany, zarumieniony, z błyszczącymi czekoladowymi oczami , mimo swojego stanu, wyglądał naprawdę słodko. Apaszka spadła na chodnik ukazując smukła szyję, całą pokryta plamkami. – To buziaczki wiesz? – pokazał z dumą kierowcy. – Też chcesz mi zrobić? – zamrugał długimi rzęsami. – Nie ma już miejsca – dodał ze smutkiem.
- Wsiadaj cudaku! – zdenerwował się Gabryś, wepchnął go na siedzenie i zapiął pasy. Krótka podróż upłynęła im spokojnie, jeśli nie liczyć zaśmiewającego się do łez kierowcy. Mężczyzna kręcił tylko głową i co zobaczył w lusterku chłopaka, zaczynał rżeć od nowa. Wysadził ich przed budynkiem i zostawił swój numer, twierdząc, że dawno się tak dobrze nie ubawił.
   Niestety już po chwili okazało się, że droga do pokoju nie będzie usłana różami . Pod krasnoludkiem uginały się nogi, więc musiał wziąć go na barana. Smukłe uda zacisnęły się mocno na jego talii, a mały nosek zaczął miziać po karku.
- Mhm… – zamruczał niesforny pijaczyna – pachniesz smakowicie – niespodziewanie wbił ząbki w muskularną szyję.
- Natychmiast przestań się tak bawić, bo cię upuszczę!
- Psujesz cała przyjemność – wydął usta Miki. Przez kilkanaście sekund siedział bez ruchu  i Gabryś zaczął myśleć, że na szczęście wreszcie się uspokoił. Posapując, spinał się po schodach, bo winda jak zwykle była zepsuta. Nagle poczuł jak małe łapki wkradają się pod jego koszulkę. – Guziczki? – sprytne paluszki zacisnęły się na sutkach mężczyzny.
- Zostaw to! – mimowolnie jęknął i zrobiło mu się gorąco.
- Będziesz moim robocikiem! – stwierdził nieznośny krasnoludek i przekręcił jeden sutek w prawo. – Naprzód! Niech żyją transformensi!
- Skarbie miej litość! – mężczyzna poczuł, że problem w jego spodniach zaczyna narastać.
- Milcz, mam w ręku pilota! Idziemy tam – delikatnie drapnął pazurkiem twardy gruzełek, aby nakierować Grizzli na odpowiadający mu korytarz.
- Boże, obym przeżył ten dzień – sapnął i ruszył przed siebie. – Ale tędy jest dalej. To będzie prawdziwa droga przez mękę - westchnął cierpiętniczo.
- Co to dla dzielnego robota – stwierdził beztrosko Miki z szerokim uśmiechem na buzi. Dopiero kwadrans wyrafinowanych tortur później dotarli do domu. Gabryś rzucił swój kłopotliwy ciężar na łóżko. Chłopak natychmiast odwrócił się na brzuch, wypiął tyłeczek,  przytulił głowę do poduszki i zasnął w mgnieniu oka, zostawiając zarumienionego kapitana z w pełni rozbitym namiotem.

czwartek, 11 lipca 2013

Rozdział 12

    Stali tak przez chwilę w kłębach pary, słowa nie były im potrzebne. Gabryś tulił do siebie słaniającego się na nogach chłopaka, czule głaszcząc jego plecy. Dla krasnoludka był to pierwszy raz z mężczyzną i najwyraźniej mocno go przeżył. Ukrył płonącą z zażenowania buzię na piersi kapitana, nie mając odwagi się odezwać. Intensywność emocji i własne zachowanie, były dla niego całkowitym zaskoczeniem. Doznał tak silnego orgazmu, że gdyby nie podtrzymujące go ramiona na pewno by upadł.
- Nie wyjdę stąd, oni pewnie się tam czają – wymamrotał niewyraźnie. – Już nigdy nie będą mógł chłopakom spojrzeć w oczy.
- Za bardzo się nimi przejmujesz – mruknął do niego uspokajająco Gabryś – patrz i ucz się. - Ubrał bokserki, zarzucił ręcznik na ramię i zaczekał aż Miki zrobi to samo. Wyszedł spokojnie z kabiny, ciągnąc za sobą opierającego się krasnoludka i spojrzał złośliwie na siedzących na podłodze, z bardzo niemądrymi minami, kumpli. – Chcecie załatwić sprawę pojedynczo, czy wolicie zbiorowy seksik? – otwarł przed nimi szeroko drzwi, patrząc wymownie na namioty w ich spodniach. Zaczęli się podnosić, zasłaniając rękami strategiczne miejsca i nie patrząc mu w oczy, wpakowali się całą trójką pod prysznic. – Życzę owocnej współpracy – zachichotał niepoprawny Gabryś i razem z Miki wyszedł z szatni.
- Nie wiem kto jest bardziej zboczony, ty czy oni – pokręcił głową zarumieniony chłopak.- A w ogóle to mam dziwne wrażenie, że zostałem zmanipulowany i wykorzystany do niecnych celów – popatrzył z naganą na mężczyznę.
- Wiesz kochanie, mógłbym o sobie powiedzieć to samo – cmoknął go pojednawczo w policzek. – Śliczny chłopak w samych majtkach wpakował się mi pod prysznic. Kiedy dbając o jego zdrowie i urodę myłem mu plecy, kręcił przede mną zgrabnym tyłeczkiem i wzdychał, aż w unoszącej parze robiły się małe wiry. – Zupełnie zapomniał, że idą przez zatłoczony korytarz.
- Gabryś idioto, natychmiast zamknij ten niewyparzony ryjek! – zawstydzony Miki zasłonił mu usta ręką. Znajdowali się właśnie w pełnym studentów holu i co druga mijająca ich osoba, nastawiała uszy i wyglądała jakby miała zaraz parsknąć śmiechem. Rosła sylwetka kapitana skutecznie jednak studziła ochotę do żartów. Wszyscy przezornie milczeli, nie chcąc się narażać porywczemu Grizzli. Nie przeszkadzało im to jednak zawzięcie plotkować, gdy tylko znikli mu z pola widzenia. Następnego dnia cała szkoła zastanawiała się, co się wydarzyło w szatni, tym bardziej, że podpytywana na różne sposoby reszta drużyny, gwałtownie czerwieniała i nie chciała niczego zdradzić.
***
   Tymczasem COSIK szalał z radości. Łaciate, fioletowe ciałko aż całe drżało, a płetwy poruszały się jak małe śmigiełka. Nie mógł uwierzyć, że tak gładko mu poszło połączenie tej parki. Wywijał koziołki, powodując w brzuchu Miki śmieszne łaskotanie. Do pełni szczęścia brak mu było tylko rosołku, jego ulubionej potrawy.
- Drogi gospodarzu – zaczął ostrożnie, kiedy dotarli do domu. – Nie jesteś głodny? Taka na przykład zupka, zregenerowała by twoje nadwątlone siły.
- Co ty znowu knujesz? – wyszeptał Miki, który właśnie grzebał po szafkach w poszukiwaniu czegoś jadalnego.
- Nie to, śmierdzi – pisnął, gdy chłopak dobrał się do wędzonej rybki. – Może być nawet gorący kubek.
- No dobra, nie będę się z tobą sprzeczał pasożycie – zalał wodą chiński rosołek z paczki.
- Trudno, muszę się zadowolić tym co jest – westchnęło stworzonko. – Właściwie, to powinno zupełnie wystarczyć dla stworzenia małej niespodzianki – zachichotało.
- Czekaj, gadaj natychmiast o co chodzi! – zdenerwował się Miki, tknięty jakimś złym przeczuciem. – Jak mi wyrośnie ogon albo rogi to cię załatwię! – Niestety COSIK już się więcej nie odezwał. Żadne prośby ani groźby nie skłoniły go podjęcia dialogu. Chłopak z początku szalał z niepokoju, bał się co znowu wymyślił niepoprawny stworek. Ostatnio jego życie przypominało pędzącą z zawrotną szybkością karuzelę. Po kilku godzinach miotania się po domu, zajął się swoimi sprawami, a kiedy wrócił Gabryś, całkiem zapomniał o tym incydencie.
***
   Pokraczny wehikuł Gerdi zatrzymał się z piskiem opon przed nowoczesnym blokiem. Ilona  w czasie podróży zdążyła się uspokoić. Łagodny głos dziewczyny działał na jej duszę jak balsam. Miała czerwone oczy i zapuchnięty nos, ale czuła się już o wiele lepiej. W sercu nadal tkwił jej wielki głaz i nie tak łatwo będzie go stamtąd wyciągnąć. Wiedziała, że szybko nie zapomni zachowania swoich byłych przyjaciółek.
   Cała trójka wysiadła z samochodu. Okolica była bardzo przyjemna, dużo zieleni, niewielki ruch uliczny, widoczny w pobliżu sklep i apteka. Jedyny minus jaki zauważyli, to duże oddalenie od centrum Krakowa. Wjechali na drugie piętro budynku windą. Dziewczyna otworzyła drzwi i ich oczom ukazało się nowoczesne mieszkanko. Ilona z Sebą kierowani ciekawością zaczęli zwiedzanie. Składało się z ładnej, widnej sypialni z ogromnym łóżkiem, niewielkiego saloniku z aneksem kuchennym i łazienki, gdzie królowała wielka, narożna wanna z hydromasażem.
- Mieszkasz naprawdę komfortowo – stwierdził Seba po dokładnym obejrzeniu każdego kąta. – To nowiutki budynek, masz dziewczyno farta.
- E tam, to zasługa mojej babci. Jest kochana i ma bardzo staroświeckie poglądy. – uśmiechnęła się Gerdi. – To mieszkanie dostałam od niej w posagu. Rozgośćcie się – wskazała na kanapę. – Co pijecie?
- Pomóc? – Chłopak natychmiast zerwał się na nogi. Nastawił  wodę na herbatę. Ilona też próbowała się poderwać, ale on był o wiele szybszy. Siedziała więc lekko naburmuszona, niechętnym wzrokiem patrząc, jak ten plusiarz kręci się zwinnie wokół Gerdi. Widać było, że kuchnia jest jego żywiołem, co musiała w duszy niechętnie przyznać. Ona dopiero jakiś czas temu zaczęła w niej eksperymentować.
- Mam tylko owocową, chipsy, piwo, obiady w słoiczkach z Pudliszek i makaron. Jestem beznadziejną gospodynią, obawiam się, że nie mam was czym nakarmić – rozłożyła bezradnie ręce. – Nawet kanapek nie ma z czego zrobić.
- Zajmę się tym – odezwał się spokojnie Seba – daj mi tylko trochę czasu i fartuszek. Wy sobie odpocznijcie.
Dziewczęta usiadły wygodnie na kanapie i z fascynacją patrzyły jak krząta się po kuchni.  Z przyjemnością obserwowały jego wdzięczne ruchy i zgrabną sylwetkę. W krótkim czasie postawił przed nimi parujące  talerze spaghetti z klopsikami. Jedzonko wyglądało i pachniało wybornie.
- Smakuje? – Chłopak usiadł naprzeciwko nich.
- Sos się trochę ciągnie – nie wytrzymała Ilona. Temu smarkaczowi zbyt dobrze szło. Gerdi coraz szerzej się do niego uśmiechała, a to już było niedopuszczalne.
- Wiem, ze słoika to nie to samo – odezwał się odrobinę zmartwiony. Przygładził nieśmiałym gestem rude włosy.
- Jesteś słodki – Gerdi nachyliła się i cmoknęła go w policzek.
- Och… - Seba zarumienił się po same rzęsy. Za to dostał buziaka w drugi policzek.
- Jak będziesz tak obśliniać tego dzieciaka, to jeszcze nam tu na zawał zejdzie – burknęła Ilona.
- Powinnaś zrobić to samo. Zachowałeś się dzisiaj jak dżentelmen – zwróciła się do zawstydzonego jej komplementami chłopaka. -  Wyłazi z ciebie mała jędza – szepnęła dziewczynie na ucho. – Może po piwku? – Ilona i Seba zgodnie przytaknęli. Siedzieli jeszcze długo we trójkę na kanapie. Gerdi oczywiście w środku, ponieważ jej goście, jak tylko znaleźli się zbyt blisko siebie, natychmiast zaczynali się sprzeczać. Obgadywali Klan Cycatych, zastanawiając się jak go wykurzyć ze szkoły. Na początku dyskusja była naprawdę zażarta i wszyscy sypali pomysłami, ale w miarę upływu czasu Ilona stawała się coraz cichsza i smutniejsza.
- Mów o co chodzi kurczaczku? – zapytała w końcu Gerdi, widząc, że ponownie zbiera się dziewczynie na płacz.
- Nie chcę ci się narzucać ze swoimi problemami i tak już dużo dla mnie zrobiłaś – odparła drżącym głosem Ilona.
- Ja dla mnie, to nawet zbyt dużo – mruknął po cichu Seba, za co dostał skójkę w bok od Gerdi.
- Barbi, nie daj się prosić – dziewczyna pogłaskała ją po plecach.
- Chodzi o to, że ja mieszkam w akademiku z Klanem. One teraz zatrują mi życie – westchnęła ciężko. – Niełatwo będzie znaleźć w środku roku akademickiego jakiś pokój. – Gerdi, może i wyglądała na twardą kobietę, ale wbrew pozorom miała bardzo miękkie serce. Nie mogła patrzyć jak ten mały głuptas zaczyna się od nowa trząść.
- Wiem jak to wygląda – odezwał się niespodziewanie współczująco Seba. – Mieszkam z homofobem i codziennie muszę wysłuchiwać jego żarcików. Trener obiecał mi zamianę, ale nie wiadomo, kiedy coś się zwolni.
- W takim razie możesz pomieszkać u mnie – odezwała się spokojnie Xena do zmartwionej dziewczyny. – Dołożysz się do czynszu i jakoś się dogadamy.
- Jesteś aniołem…! – pisnęła Ilona i rzuciła się jej na szyję. – Normalnie cię kocham i postaram się być grzeczna. Muszę się tylko spakować. Mam trochę rzeczy. Gdzieś o dwudziestej będę z powrotem – paplała jak nakręcona.
- W takim razie leć, ja zrobię ci miejsce w szafie – Gerdi dopiero teraz zaczęła się zastanawiać, jak ona sobie poradzi z tą nadpobudliwą kruszyną. Pewnie przywiezie wagon szmatek i wielkie pudło kosmetyków. Chyba właśnie strzeliła sobie samobója i jej spokojne życie się skończyło. Chociaż miło będzie popatrzyć na ten zgrabny kuperek, kręcący się po domu.
- W takim razie ja też już pójdę – Zamyślony głęboko Seba podniósł się z kanapy. Cała sprawa z mieszkaniem bardzo mu się nie spodobała. Ta mała czarownica udająca aniołka odbierze mu Gerdi. Już teraz kleiła się do niej jak guma do żucia. Musiał szybko coś wymyślić, inaczej żegnajcie piękne marzenia. Wyszedł z budynku, wsiadł do tramwaju i na widok faceta z walizką doznał olśnienia. Uśmiechnął się pod nosem i energicznie pomaszerował do domu. Musiał się śpieszyć, do dwudziestej pozostały tylko dwie godziny.
***
   Gerdi tymczasem robiła porządki. Przeniosła wszystkie swoje rzeczy do wielkiego Comodora w sypialni. Szafę w salonie zostawiła dla Ilony. Zrobiła jej też miejsce na półeczce w łazience. Doszła do wniosku, że przy odrobinie dobrej woli i tolerancji powinny się porozumieć. Dziewczyna była inteligentna i rozsądna. Podzielą między siebie obowiązki i nie będą się nawzajem wtrącać w swoje sprawy. Nie wpadło jej do głowy, że w życiu rzadko bywa tak jak tego oczekujemy i czasami jakiś zapomniany drobiazg, wywraca wszystko do góry nogami. Nawet nie wiedziała, kiedy wybiła dwudziesta i rozległ się dzwonek do drzwi. Rozczochrana, spocona, ubrana tylko w obcisłe spodnie od dresu i krótki, ukazujący jej opalony brzuch podkoszulek otworzyła i skamieniała. Na korytarzu stała zdyszana Ilona z dwoma ogromnymi walizami oraz Seba z plecakiem i podręczną torbą. Szturchali się łokciami, usiłując zepchnąć się z wycieraczki.
- Ożesz cholera! – udało się jej wydusić słabym głosem. – Zwariowałeś?! – warknęła do chłopaka, który bynajmniej się nie speszył. Miał bardzo zawziętą i zdecydowaną minę.
- Skoro ona może, to ja też! Jestem w takiej samej sytuacji, znam cię o wiele dłużej od niej i nie zostawię z tą podstępną kocicą samej! Nie wiadomo co jej wpadnie do tego blond kołtuna – wykrzywił się do Ilony. Gerdi podrapała się po głowie, robiąc na niej jeszcze większe zamieszanie. Prawdę mówiąc chłopak miał rację. Adorował ją od wielu lat, był delikatny, nienatrętny i najwyraźniej, także miał kłopoty.
- Niech was licho! – jęknęła i odsunęła się, by mogli wejść. Tych dwoje zrobi z jej spokojnego życia piekło na ziemi. Musiała coś przedsięwziąć i to bezzwłocznie. Zobaczyła kątem oka łóżko i uśmiechnęła się do siebie złośliwie. – Jest już późno, skoro jest was dwoje musicie jakoś podzielić się szafą, a potem piżamki i do spania. Jutro przy śniadaniu omówimy zasady. – Gościom, nieco zaskoczonym jej decyzją, nie pozostało nic innego jak zacząć się rozpakowywać. Trochę to trwało, tym bardziej, że łypali na siebie złym wzrokiem i spychali swoje rzeczy na podłogę, kiedy tylko gospodyni odwróciła wzrok. W końcu oboje trafili do łazienki ze szczoteczkami do zębów w rękach. Seba ubrany w schludną piżamkę w owieczki, Ilona w koszulce w biedronki.
- Co za wdzianko? Liczyłem na jakieś koronki i kokardki, a tu przedszkole – odezwał się złośliwie.
- Popatrz na siebie debilu, to ma być męski strój? – uszczypnęła go w ramię.
- Tylko bez awantur moi drodzy – rzuciła z uśmieszkiem Gerdi, wkraczając do łazienki w białym puchatym szlafroczku, który sięgał jej ledwie za zgrabny tyłeczek. Wystawały z niego długie, smukłe nogi, które natychmiast przykuły ich wzrok. – Wezmę tylko prysznic, a wy postarajcie się w tym czasie nie pozabijać – rozwiązała pasek i zsunęła na ziemię szlafroczek. Okazało się, że pod nim nie miała zupełnie nic.  Dumnym krokiem, kręcąc pośladkami weszła do kabiny i zamknęła im przed nosem drzwi. Na szczęście dla naszych dwóch, zahipnotyzowanych widokiem głuptasów, ścianki były przeźroczyste. Widzieli jak po jej pięknym, wyrzeźbionym przez mistrzowskie dłuto ciele, spływa woda. Nie zdawali sobie sprawy, że mają identyczne, ogłupiałe miny, szeroko otwarte oczy, a czubki ich języków zwilżają co chwila spragnione usta. Nie śmieli nawet głośniej oddychać, by to wspaniałe zjawisko w kłębach pary czasem im nie znikło. Niestety szum wody nagle ucichł.
- Ej, ludzie, może ktoś się w końcu ruszy i przyniesie mi koszulkę! – smukła ręka ukazała się nad szklaną ścianką i pomachała do nich wesoło. Pierwsza ocknęła się Ilona i podała Gerdi wiszący na wieszaku nocny strój, składający się z krótkiej, jedwabnej, błękitnej koszulki i mocno wyciętych krótkich spodenek z koronowymi wstawkami.
- Och! – wyrwało się Sebie, kiedy dziewczyna już ubrana wyszła z kabiny. Ten widok z pewnością dostarczy mu tematu do mokrych snów co najmniej na miesiąc.
- No, moje skarby, za mną- zakomenderowała energicznie i ruszyła przodem. Z oczami wbitymi w jej ponętne pośladki, powarkując do siebie, poczłapali za nią. – Do łóżeczka! – zatrzymała się na progu sypialni.
- Eee…? – wydali z siebie zgodny jęk i cali czerwoni, popatrzyli po sobie niedowierzająco.
- We trójkę słoneczka, we trójkę. Tu jest naprawdę dużo miejsca – pierwsza skoczyła na materac.

środa, 3 lipca 2013

Rozdział 11

   Gabryś miał wykłady od ósmej. Nie budził więc Mikiego, który sobie smacznie spał, choć miał na to wielką ochotę. Zerknął tylko na niego, kiedy wychodził, co wcale nie było zbyt dobrym pomysłem. Chłopak spał na brzuchu z wypiętym do góry zgrabnym tyłeczkiem w samych bokserkach. Ta kusząca pozycja skojarzyła się kapitanowi bardzo jednoznacznie, a twardy problem w spodniach natychmiast zaczął narastać. Porwał szybko plecak i umknął z mieszkania, zanim doszło do trzeciej już dzisiejszego ranka sesji prysznicowej. Po drodze z niedowierzaniem kręcił głową. Wyglądało na to, że zamiast ukoić skołatane nerwy, to jeszcze podgrzał atmosferę. Słodkie buziaki, które otrzymał poprzedniego dnia tylko jeszcze bardziej go nakręciły. Doskonale jednak wiedział, ze wszelkie gwałtowne ruchy w stosunku do krasnoludka są bardzo niewskazane. Zraziłby nimi do siebie tego niewinnego chłopaka.

   Tymczasem Seba umierał z niepokoju o przyjaciela. Mały drań przez całą niedzielę nie dał znaku życia i wyłączył komórkę. Wpakował mu się więc do mieszkania, chwilę po wyjściu Gabrysia i brutalnie zdarł go z łóżka na podłogę. Miki, tak po chamsku obudzony, usiadł i przetarł zaspane ślepka.
- Człowieku jest dopiero siódma trzydzieści! Co ci odbiło?!
- Co mi odbiło?! – Kumpel rozeźlony wziął się pod boki. - No, nie! Najpierw jęczysz na mojej piersi i grozisz skokiem do Wisły, a potem znikasz bez słowa wyjaśnienia! Wiesz jak ja się martwiłem kudłaty debilu! – bezlitośnie pociągnął go za splątane loki.
- Ajajaj – zapiszczał Miki. – Miej serce i zrób kakałko, a ja ci wszystko opowiem – poczłapał do łazienki. Kiedy wrócił już ubrany, Seba właśnie kończył robić kanapeczki i postawił przed nim parujący kubek. – Wiesz, że cię kocham… - posłał mu całuska i rzucił się na śniadanko.
- Gadaj albo nie ręczę za siebie! – przyjaciel pogroził  mu łyżką.
- No… ehm… wiesz… - zaczął plątać się w zeznaniach.
- Przestań się jąkać, bo ci żarcie zabiorę! – sięgnął z groźną miną po talerz.
- Właściwie nic takiego się nie stało – Miki przytulił do siebie kanapeczki, były zbyt dobre, by dał je sobie odebrać. – Byliśmy z Gabrysiem na wycieczce, zrobiliśmy sobie piknik i tyle… - zaczerwienił się na to oczywiste kłamstwo po same uszy.
- Taaa… - pokręcił głową z politowaniem Seba – i pewnie gadaliście o pogodzie. Miki, masz mnie za idiotę?! – złapał go za rękę oskarżycielskim gestem. – A to pewnie fatamorgana?! – wskazał na pierścionek.
- Tak jakoś wyszło… - zmieszał się jeszcze bardziej. W tym momencie został walnięty przez kumpla kraciastą ścierką w głowę. – No dobra – złapał leżącą na stole reklamę supermarketu i zasłonił nią płonące policzki. – Powiedział, że mnie kocha. To ja nie jestem pewien swoich uczuć, więc ustaliliśmy trzy próbne miesiące. Dał mi tą błyskotkę i e… , to właściwie wszystko…. – udało mu się prawie całemu ukryć za gazetką. Jego twarz przypominała kolorem dojrzałego pomidora.
- Zaraz… zaraz… - nie dał się tak łatwo zbyć Seba. – Jakie wszystko? Wy … no… ten tego… nic?
- Było kilka całusów… nic więcej ci nie powiem…  – Miki wepchnął sobie do buzi dwie ostatnie kanapki tak, że wyglądał teraz jak chomik i oblizał wąsy z kakałka. Po czym zerwał się z krzesła, pokazał koledze język i zwiał łapiąc po drodze torbę.
- Ożesz.. ty mały… - zaskoczony chłopak popędził za nim.
Wpadli do szkoły prawie jednocześnie jak przysłowiowe bomby. W samą porę by dołączyć do wielkiego zbiegowiska pod salą wykładową numer osiem. Studenci zablokowali drzwi i nie można było wejść do środka. Najwyraźniej doszło do jakiejś ciekawej awantury.

***

   Ilona szła powoli, ściskając w dłoniach teczkę, w której znajdowały się materiały kompromitujące Klan. Tu było całe jej życie, od przedszkola aż do tej chwili. Pamiętała jak się stroiły, szukały razem prawdziwego księcia, pierwsze dziecięce zauroczenia i łzy. Zawsze były razem, wspierała dziewczyny we wszystkim. Słuchała ich naiwnych zwierzeń i doradzała najlepiej jak umiała. To były naprawdę piękne czasy. Westchnęła głośno. Kiedy weszła na salę wykładową nie było w niej nikogo. Włożyła płytkę do komputera i na dużym ekranie, zawieszonym na ścianie zaczęła wyświetlać kolejne zdjęcia. Wiele z nich było naprawdę kompromitujących, ale te umieściła dopiero na samym końcu. Barbi były strasznie naiwne i wielokrotnie wpadały w tarapaty, dając się wykorzystywać różnym podejrzanym typom. Ileż to razy wyciągała je nich za uszy przy pomocy pieniędzy i znajomości rodziców. Siedziała na ławce, wpatrując się w fotografie, a wspomnienia płynęły szeroką rzeką.
- Ty dziwko, wyłącz to natychmiast! – zapiszczała za jej plecami jedna z Barbi. Ilona nawet nie zauważyła, jak sala napełniła się ludźmi.
- Ale z ciebie świnia, jak mogłaś to tutaj przynieść! – wrzasnęła następna. – Masz zamiar nas szantażować? – Klan Cycatych obstąpił dziewczynę. Wszystkie wściekłe i przerażone, tym co mogą zaraz wszyscy zobaczyć zaczęły ją popychać i szarpać. Ilona stała pośród nich i nie mogła uwierzyć, że jeszcze wczoraj, to były jej przyjaciółki. Te wykrzywione w złości twarze, rozbiegane oczy, paznokcie przypominające szpony. Żadna nawet nie próbowała ją o nic zapytać, porozmawiać, wyjaśnić czegokolwiek. Wszystkie pełne nienawiści i głębokiej urazy, zupełnie zapomniały o łączących je więzach.
- Teraz będziesz rozkładać nogi dla tego babochłopa? Dobrze ci chociaż płaci? – Wydawało jej się przez chwilę, że utkwiła w jakimś koszmarnym śnie. Doskonale wiedziały, że miała tylko jednego chłopaka, z którym już od dawna nie utrzymywała kontaktów. W domu ułożyła sobie plan zemsty, chciała im dopiec do żywego, ale teraz straciła na to ochotę. Łzy zaczęły się jej cisnąć do oczu. Wszyscy w sali umilkli, po jadowitych słowach, jakie wypowiedziała jedna z jej byłych przyjaciółek. Obserwowali całe zajście w milczeniu, a na wielu twarzach było widać coraz większy niesmak. Ilona stał dumnie wyprostowana, twarz miała mokrą od spływających po niej gorzkich łez. Drżała na całym ciele, nie odzywając się ani jednym słowem. Wyglądała jak księżniczka pośród ujadających, wiejskich kundli.
- Co tu się kurna wyprawia?! – mocny głos Gerdi spowodował, że wszyscy się rozsunęli, robiąc jej przejście, jak swojej królowej, za którą po cichu wszyscy ją uważali. – Spierdalać stąd wypłowiałe szczurzyce, ale już! Radzę pomyśleć już dzisiaj o zmianie uniwerka! – Ryknęła w stronę spłoszonego jej pojawieniem się Klanu. Wyjęła z komputera płytę i złamała ją na pół. – Koniec przedstawienia – pogroziła zgromadzonym gapiom, którzy od razu zaczęli się rozchodzić. – No piękna, przestań się mazać – podała Ilonie chusteczkę. – Zapomnij o tych kretynkach - pogładziła ją po bladym policzku.
- Ja … ja… - starała się opanować dziewczyna, ale tylko zachwiała się i padła w jej ramiona.
- Cii… nie bądź niemądra… - Gerdi bez wysiłku wzięła ją na ręce i ruszyła do drzwi – Straszny z ciebie kurczaczek, prawie nic nie ważysz. Seba – odwróciła się do stojącego pod ścianą chłopaka. – Weź nasze torby.
- No rusz się idioto – wysyczał mu do ucha Miki. – To twoja szansa na zbliżenie się do niej – uszczypnął skamieniałego kumpla w tyłek aż podskoczył. Z nieco otumanioną miną wziął do ręki plecaki i pobiegł za dziewczętami, zupełnie zapominając o czekającym go treningu.

***
   Po skończonych lekcjach Michał poszedł na trening, zastał w szatni całą drużynę oprócz Gabrysia, żywo o czymś dyskutującą. Na jego widok wszyscy zamilkli, gapiąc się jak sroki na jego pierścionek. Najwyraźniej go dranie obgadywali. Spojrzał na nich zmieszany, mruknął pod nosem jakieś powitanie i szybko podszedł do swojej szafki. Kiedy się odwrócił stał za nim Sylwek trzymając w ręce z poduszką w misie.
- Musimy dbać o twoje zdrowie  – położył ją na krześle, na którym miał właśnie usiąść, zerkając porozumiewawczo na jego tyłek. Nie doczekał się jednak spodziewanego odzewu. Miki spokojnie zaczął zawiązywać buty.
- Dziękuję za niespodziewaną troskę – odezwał się z uśmiechem. Nie miał pojęcia o co chodzi kumplowi, ale było mu miło, że tak się o niego troszczy. Sylwka w tym momencie dosłownie zatkało, odwrócił się do kolegów z bardzo niemądrą miną. Ci właśnie zaczęli się turlać ze śmiechu po całej sali. Zrozumieli, że Miki był tak niewinny, że nie miał pojęcia o co chodzi. Ich plany ponabijania się z niego, w ramach małej zemsty za ukrywanie uczuć przed przyjaciółmi, spaliły na panewce. Nie pozostało im nic innego jak zmienić obiekt żartów.
Grizzli wszedł właśnie na salę i z politowaniem popatrzył na tarzających się po podłodze bałwanów, którzy zamiast zrobić porządną rozgrzewkę, zachowywali się jak dzieci z zerówki. Nie wiedział co tak rozbawiło tych debili i nawet nie chciał wiedzieć. Na jego widok natychmiast wstali i otoczyli go ciasnym kręgiem.
- Gabryś przyjacielu – Bartek poklepał go poufale po ramieniu – mogłeś powiedzieć, że nie wiesz jak się to robi, doradziłbym ci coś – zacmokał współczująco.
- Biedny krasnal, pierścionek na palcu i żadnych korzyści – pokręcił głową  Kamil i wyszczerzył zęby.
- Taa…  pewnie liczył na gorącą noc, a tu kicha – westchnął ze smutną miną Sylwek wznosząc oczy do nieba.
- Pozabijam was kretyni! – ryknął wściekle mężczyzna i rzucił się do przodu, aby dosięgnąć któregoś z dowcipnisiów. Chłopcy, zaśmiewając się do łez, zwinnie unikali jego rąk i rozbiegli się po całym boisku. Bawili się tak z kapitanem już jakieś pół godziny, kiedy pojawił się mgr.Orkowski, chcący sprawdzić jak im idzie trening. Tymczasem ćwiczył tylko Miki, a reszta galopowała jak szalona, uciekając przed drącym się wniebogłosy Gabrysiem. Mężczyzna wziął się pod boki i stanął obok nowego zawodnika. Wiedział, że chłopcy od czasu do czasu dostają małpiego rozumu i nie ma sensu się wtrącać. Po jakimś kwadransie padli wszyscy na parkiet ciężko dysząc.
- No pięknie, macie chwilę na złapanie oddechu i zaczynamy – bezlitośnie stwierdził trener. – Rozgrzewkę widzę właśnie zakończyliście. – Zagonił ich do roboty. Po chwili trenowali odbicia, trzymając się z dala od nadal nabuzowanego Gabrysia. Szeptali między sobą z podejrzanymi uśmieszkami. Kapitan ukradkiem podszedł do Miki.
- Ty się śpiechaj, po treningu myj się i spadamy, zanim tym idiotom coś durnego wpadnie do łbów – szepnął mu na ucho. Niestety po skończonych ćwiczeniach Orkowski wezwał go do siebie dla dopełnienia jakiś zaległych formalności. Zajęło mu to kilka cennych minut. Kiedy wrócił wszyscy już byli ukąpani, jedynie Gabrysia nigdzie nie było.
- W tamtym jest jeszcze ciepła woda – Sylwek z niewinną minką wskazał na prysznic po lewej. Miki rozebrał się do bokserek, wziął ręcznik i wszedł do kabiny. Pośród gęstych kłębów pary, zobaczył pod strugami wody nagiego Gabrysia.
- Och…! – pisnął jak przydeptana mysz i z płonącymi policzkami zaczął się wycofywać. Szarpnął za klamkę, ale drzwi okazały się zamknięte. – Puszczajcie! – warknął zmieszany. Nikt jednak się nie odezwał. – Czyżby poszli do domu? – przeleciało mu przez głowę.
- Daj spokój, za chwilę im przejdzie – Grizzli wyciągnął do niego rękę. – Chodź się lepiej umyć.
- Ale… ale… - zaczął się jąkać zawstydzony chłopak, nie śmiejąc spojrzeć poniżej jego szyi.
- Wyszoruję ci plecki – wyszczerzył się do niego kapitan, z przyjemnością prześlizgując się wzrokiem po smukłym ciele.
- Sam potrafię to zrobić, odkąd skończyłem pięć lat - wydął wargę Miki i popatrzył na niego podejrzliwie.
- No skarbie, nie ufasz swojemu chłopakowi? – Niewinna mina Gabrysia mogła zwieść nawet świętego.
- Żadnego macania!
- No wiesz, za kogo mnie masz?  - mężczyzna odwrócił go do siebie tyłem i namydlił gąbkę. Z przebiegłym uśmieszkiem zaczął ją przesuwać po gładkiej skórze krasnoludka, z premedytacją, największą uwagę przykładając do punktów erogennych. Czerwony jak zachodzące słoneczko chłopak kręcił się na wszystkie strony, ale nie odważył się pisnąć. Nie chciał wyjść na zboczeńca, który podnieca się zwykłym myciem. Sam przed sobą bał się przyznać, że coraz bardziej mu się podobało.
- Mrruu … - zamruczał nieoczekiwanie.
- Chyba nie chcesz brać prysznica w majtkach? – Gabryś zsunął z niego bokserki jednym płynnym ruchem, zanim zdążył odpowiedzieć. Puścił ciepłą wodę i kontynuował swoje zajęcie jakby nic się nie stało. Tyle tylko, że jego duże dłonie zjeżdżały coraz niżej, wyrywając z ust Mikiego coraz głośniejsze sapnięcia. Chłopakowi było niesamowicie gorąco, miał wrażenie, że zamienia się w płynny wosk. – Kochanie, z przodu też nie powinieneś być brudny – mężczyzna, nie czekając na jego reakcję, przesunął rękę na unoszącą się w drżącym oddechu klatkę piersiową. Zahaczył o stwardniałe sutki i zacisnął palce na najbardziej interesującej go części, zawadiacko sterczącej już od jakiegoś czasu. Przytulił się do pleców chłopaka, ocierając się swoim penisem o jego kształtne pośladki.
- Aaa… - jęknął ochryple krasnoludek mocno się w niego wtulając. Wystarczyło tylko kilka ruchów dłoni, by doszedł z głośnym okrzykiem brudząc ścianki kabiny. Gabryś natychmiast poszedł w jego ślady, wtórując mu niskim głosem.
- O kurwa! – usłyszeli zbiorowy jęk, mimo szumu płynącej wody. To oczywiście reszta drużyny tkwiła pod drzwiami, przyciskając do niej czerwone uszy. Każdy z nich z ogromną erekcją w spodniach, nie śmiał spojrzeć w oczy sąsiadowi.